27.07.2017 | Polecamy

Gdy opozycja jest zapiekła - case Beaty Andrzejczuk, wójta Gminy Wilczęta

Wybory samorządowe 2014. W Wilczętach o mandat ubiegało się dwóch kandydatów: dotychczasowy wieloletni wójt Bogusław Szczerba (Komitet Wyborczy Wyborców Bogusława Szczerba) oraz działaczka pozarządowa Beata Andrzejczuk (Komitet Wyborczy Wyborców NASZ SAMORZĄD). Andrzejczuk wcześniej prowadziła Centrum Organizacji Pozarządowych, jest prezesem Stowarzyszenia Pasarga, była przewodniczącą Powiatowej Rady Organizacji Pozarządowych, uhonorowana przez Radę Organizacji Pozarządowych woj. Warmińsko – Mazurskiego statuetką w konkursie „Godni Naśladowania”

Kandydowałam, bo chciałam, aby ludzie uwierzyli że mają wpływ na kierunek rozwoju gminy. Poprzedni wójt negował wszelkie inicjatywy społeczne, zarządzał autorytarnie dobierając sobie radnych według ściśle określonego klucza. Kwestia partycypacji, społeczeństwa obywatelskiego była i nadal jest dla mnie bardzo istotna. Chciałam zmiany, zmiany przede wszystkim w ludziach.” Głosowanie rozstrzygnęło się w I turze: mandat wywalczyła Beata Andrzejczuk, która zdobyła poparcie 54.38 % wśród 2500 mieszkańców uprawnionych do głosowania. - mówi Beata Andrzejczuk

Przez kilka miesięcy codziennie wraz z radnymi pracowaliśmy z mapami, zmuszaliśmy wykonawcę do pracy. Aby uchronić pieniądze gminy i rozliczyć zadanie aneksowaliśmy umowy, zmienialiśmy kosztorysy w UWM, ale dla radnych były to złe decyzje. Wtedy już wiedziałam, że radni nie podejmują decyzji samodzielnie. Pytania na kartkach pisał im poprzedni wójt. W tym samym czasie podczas kontroli wewnętrznej okazało się, że wyprowadzono z zakładu komunalnego ponad 100 tys zł., nikt nie kontrolował za poprzedniego wójta poczynań pani, która miała dostęp do pieniędzy. Potem kolejne sprawy, które zostały złożone do prokuratury. Na dzień dzisiejszy prowadzone jest 6 postępowań. Wytknięcie błędów dla poprzedniego wójta i dla radnych (część kontynuuje kadencje) było nie do przyjęcia. Od początku komisje i sesje trwają po 4-5 godzin. Merytoryczne uzasadnienia nie odnoszą żadnego efektu. Dla zasady – nie bo nie . Forma mojej pracy od początku jest taka sama – próba budowania porozumienia i ciężka praca, może teraz z mniejszym zaufaniem i otwartością do ludzi po tych wszystkich sytuacjach, jakie miały miejsce. Przeszłość pozarządowa i mój charakter , podejście do ludzi – każdy człowiek jest dobry i ma dobre intencje wobec mnie – nie zdały egzaminu. Odczuwam tu swoją osobistą porażkę.

W trakcie pierwszego roku pracy miałam wybory uzupełniające do rady gminy w dwóch okręgach. Żeby wygasić emocje w społeczeństwie nie wystawiłam kontrkandydatów. Do rady weszły osoby nie mające konkurencji. Sądziłam, iż moja wyciągnięta ręka do współpracy przekona ich do samodzielnego podejmowania decyzji i rzetelnej pracy w radzie gminy. Bardzo się pomyliłam. Mimo wielu rozmów nadal są to osoby bardzo lojalne poprzedniemu wójtowi. To co się dzieje w gminie, względem relacji jest bardzo dziwne. Radny miejscowości gdzie wiele inwestycji jest robionych , czy też planowanych podnosi rękę przeciwko wójtowi. Argumenty „korzyści” dla miejscowości nie przemawiają wcale.

Zarzuty

Działania  nie przyniosły one oczekiwanego skutku. Pojawia się groźba referendum odwoławczego.
„Mowa o tym była od początku, zaraz po wygranych wyborach. W maju rada nie udzieliła mi absolutorium przy realizacji dochodów na prawie 100-procentowo zrealizowane inwestycje i zadania. RIO uchyliło uchwałę wytykając na kilku stronach błędy radnym, a zwłaszcza komisji rewizyjnej. Nie nauczyło ich to niczego. W lipcu padł wniosek o referendum. Postawiono mi 4 zarzuty, niemerytoryczne, polityczne mające pokazać mnie w jak najgorszym świetle.” A dokładnie: czterech radnych zarzuciło wójtowi podejmowanie niekompetentnych decyzji, zaniechanie realizacji priorytetowych inwestycji, likwidację transportu gminnego, po którym została niespłacona pożyczka oraz ignorowanie głosu radnych i mieszkańców. Do ich głosów przyłączyło się 5, a 5 było przeciw.

- Ignorowanie głosu radnych i mieszkańców – taki zarzut dla osoby z sektora pozarządowego jest nie do zaakceptowania. Bolał mnie najbardziej. Nigdy nikogo nie zostawiłam bez pomocy. Mieszkańcom pomagam tak jak to tylko możliwe, prowadzę za rękę do GOPSu, gdy nie wiedzą co ze sobą zrobić, proszę o indywidualne i niezwłoczne załatwianie problemów przez pracowników urzędu czy też kierowników jednostek. Rozmawiam, jeżdżę na każde zebranie wiejskie, na każdą interwencję. Pozostałe zarzuty są dowodem braku wiedzy radnych o ich kompetencjach. Nie zaniechałam żadnych priorytetowych inwestycji. Zostawiając urząd, poprzednik nie przygotował żadnej dokumentacji poza modernizacją boiska sportowego na ponad 2 mln zł. Boiska w bardzo dobrym stanie technicznym. Mając 4 miejscowości skanalizowane, brak mieszkań socjalnych, drogi gminne w stanie bardzo złym, nie mogłam podjąć innych decyzji. Zaproponowałam radzie wycofanie z poprzednich planów. Rada się nie zgodziła i zadecydowała o pozostaniu przy kosztownej inwestycji. Ale zdecydowała bez podania przyczyny. Na sesji nie padły żadne dowody, przykłady, żadne argumenty. Radni nie podjęli nawet dyskusji na ten temat. Pytałam, żądałam wyjaśnień – grobowa cisza po stronie radnych.”
Wyobraź sobie: stoisz wobec przeciwnych ci radnych na sesji gminy. Twoja propozycja nie przeszła, ale głosujący przeciwko nie podają argumentów. Co z tym robisz? Jak możesz się zachować?

 

Kampania przed referendum

Kampania przed referendum za odwołaniem mnie z funkcji była bardzo agresywna. Wykraczająca poza prawo. Poprzedni wójt był i jest bardzo zdeterminowany, aby wrócić na urząd.  Na Facebooku powstały fałszywe profile promujące referendum. Zarzucano mi kłamstwa, brak kompetencji. Moja ulotka wyborcza została przeanalizowana pod każdym względem. Moje życie osobiste zostało wyciągnięte na światło dzienne. Nie mogłam się nie bronić. Zaczęłam pisać, odpowiadać, umieszczać kopie dokumentów jako dowód na poparcie moich słów. Różnie przyjmowali to mieszkańcy. Jedni uważali, że mają prawo mieć informacje i swobodę w podjęciu decyzji jak postąpić w referendum. Inni zarzucili mi, że wójtowi nie wypada tak jawnie i aktywnie się bronić. Grono osób sprzyjających poprzednikowi nachodziło mieszkańców w domach, wymuszając pójście na referendum, poróżniły się rodziny, wiele pomówień względem mojej osoby jak też ludzi, którzy jawnie prezentowali swoje zdanie na ten temat miało miejsce. Na dwa tygodnie przed referendum powieszono plakaty przekazujące informacje, iż doprowadziłam gminę na skraj przepaści. Skierowałam sprawę w trybie wyborczym do sądu. Sprawę wygrałam, oni złożyli apelację, którą przegrali. Wiele krzywdy mnie jako człowiekowi a nie jako wójtowi zrobiono w ciągu kilku miesięcy, na to nie byłam przygotowana. Poradziłam sobie dzięki ukochanej osobie, rodzinie, dzieciom. Nie mogę ominąć tu roli przyjaciół, znajomych, osób sprzyjających mojej osobie, którzy nie zgadzali się z zarzutami i celem referendum. Dziękuję im za odwagę prezentowania swojego zdania, nie jest to łatwe w takim środowisku, jak moje.”

[red. Hanka Nowicka]